Jeżeli występuje wyzysk w firmach państwowych, jeżeli związki zawodowe nie chcą wchodzić w spór z władzami państwowych spółek, jeżeli pozbywają się spośród siebie ludzi ideowo zaangażowanych to co by było w socjalizmie?

                   Nie będę pisał o historycznych zdarzeniach, nie będę pisał o obcych krajach. To dzieje się teraz w Polsce. Chciałbym poruszyć temat losów Piotra Szumlewicza, działacza związkowego i zagorzałego zwolennika rozwiązań socjalistycznych. Chciałbym się zastanowić nad surową lekcją udzieloną przez życie wszystkim idealistom.

            Piotr Szumlewicz został usunięty z organizacji związkowej przez władze związku zawodowego. Okoliczności jak zwykle w takich przypadkach są niejasne, władze pokazują że działały zgodnie ze statutami, usunięty twierdzi że to szykany za jego działalność, za ujawnienie wewnętrznych układów. Nie chodzi mi jednak o to, by przedstawiać historię tego zdarzenia lecz by podzielić się refleksją która zrodziła się u zagorzałego zwolennika wolnego rynku i kapitalizmu po zapoznaniu się z tym zdarzeniem. Szumlewicz jest aktywnym uczestnikiem ideologicznego sporu o wyższość socjalizmu nad kapitalizmem. Uczestniczył w debatach, udzielał się w wywiadach, w mediach i w zawsze gorąco popierał socjalizm, krytykując równocześnie wolny rynek. Uważał kapitalizm za ustrój niesprawiedliwy, krzywdzący pracowników i ludzi ubogich. Przekonywał że państwo powinno obejmować o wiele większe obszary działalności, że nie można poddawać decyzjom rynkowym tak wielu spraw, gdyż narusza to zasady sprawiedliwości społecznej. Po prostu był gorącym propagatorem tego wszystkiego, co przeciwstawia się kapitalizmowi. Dzięki uzyskanej medialnej sławie, jako osoba popularna i rozpoznawalna trafił do związków zawodowych. Każdy się chyba zgodzi, że jest to idealne miejsce dla takiego człowieka, po prostu jego żywioł w którym będzie się czuć jak ryba w wodzie. Czynna walka z kapitalistycznymi wyzyskiwaczami by bronić praw pracowników to zadanie wprost dla Piotra stworzone, dzięki niemu będzie on mógł w pełni rozwinąć skrzydła.
            Ślepy traf, albo jakieś dziejowe fatum sprawiło że pierwszym polem walki stała się państwowa spółka. Okazało się że to prezes państwowej firmy, zajmujący swoje stanowisko z nadania rządu, drastycznie narusza prawa pracowników państwowego przedsiębiorstwa. Nie prywatny kapitalista, który z rządzy chciwości wydusza z pracowników maksymalne zyski, lecz to rząd sprawujący polityczną władzę, poprzez swojego przedstawiciela w randze prezesa tak ich traktuje. Ten sam rząd który właśnie zgodnie z poglądami Szumlewicza miał tych pracowników bronić i dlatego miał odbierać rynkowi coraz więcej obszarów z których był wyparty z powodu neoliberalnej ideologii. Cóż za ironia losu okrutnie weryfikującego marzenia. Mało tego, ten właśnie prezes państwowej spółki pozywa działacza Piotra o odszkodowanie! Domaga się ukarania związkowca za jego działalność. Wydawałoby się że w takiej sytuacji związki zawodowe udzielą bezwzględnego i szerokiego poparcia działaniom Piotra. Przecież obrona pracowników to podstawowa misja związków zawodowych, dzierżona dumnie na sztandarach walki z kapitalizmem. Okazuje się jednak że samym związkowcom jakby mniej zależało na obronie pracowników niż Szulewiczowi, jakby jego działania nie były dla władz związkowych zbyt wygodne. Ostatecznie więc zamiast poparcia ze strony związków, został Piotr z tych związków usunięty. Etatowi obrońcy pracowników pozbyli się nadgorliwca który nie wie, kiedy nie wolno się wychylać. Pojawiły się plotki o jakichś układach najwyższych władz związkowych o jakichś powiązaniach, które to miały być zagrożone zbyt intensywnymi działaniami Szumlewicza.
            Mamy w Polsce ustrój kapitalistyczny z większością przedsiębiorstw prywatnych, chociaż pośród 20 największych jest wiele spółek z udziałem skarbu państwa. Jeżeli nawet przy takich uwarunkowaniach występuje wyzysk w firmach państwowych, jeżeli związki zawodowe powołane do obrony pracowników nie chcą wchodzić w spór z władzami państwowych spółek, jeżeli pozbywają się spośród siebie ludzi ideowo zaangażowanych to co by było gdyby państwowych przedsiębiorstw było więcej? Czy byłoby wtedy więcej takich miejsc w których nikt by nie chciał widzieć krzywdy pracowników, nawet gdyby ta krzywda była bardzo rażąca? Czy byłoby wtedy więcej takich „pseudo” obrońców pracowników, którzy dążyli by jedynie do zatuszowania problemów?

            Może zatem propagatorzy socjalizmu zdobędą się na refleksję i zastanowią się chociaż dlaczego zwykłe codzienne życie tak bardzo boleśnie weryfikuje te idee.