Skoro się odrzuciło miarę człowieka, wynikającą z jego dzieła, wszyscy są równi i uczucie biernej solidarności obejmuje ich bez względu na to co czynią i czym są.

             Miłość, uczucie dobre i piękne. Nikt chyba by się nie odważył na sformułowanie jakiejkolwiek krytyki jej dotyczącej. Tym bardziej każdy, kto w swoich propozycjach weźmie ją na swoje sztandary wytrąca przeciwnikom z ręki wszelki oręż. Nie powinniśmy się zatem dziwić na częste zasłanianie się tym pojęciem w głoszonych modelach organizacji narodu.

            Warto jednak przypomnieć, iż był jeden taki polski myśliciel, który nie przestraszył się konfrontacji z taką potęgą. Jan Stachniuk, myśliciel kontrowersyjny okresu międzywojennego, przedstawił swój własny sposób na rozumienie miłości w ramach organizacji życia społecznego. Problematykę miłości poruszył on w kontekście dylematu światopoglądów wyznawanych przez ludzi, a w szczególności przez Polaków. W eseju „Chrześcijaństwo a ludzkość” napisał:

 
W umyśle ludzkim błyska idea pogrążenia się w żywiole biologicznym, w przepływie życia, jaki tworzy ciągłość fizjologiczna - narastania, płodzenia, rozwijania się, dojrzewania. Psychika człowieka, z konieczności zwrócona ku temu światu, pogrąża się we wszechobejmującym żywiole trwania, traktuje to jako odkrycie uroku tajemnych bezkresów istnienia, upojenie się odczuciem współistnienia ze wszystkimi żywymi tworami natury. Dzięki skierowaniu strumienia naszych doznań w ten żywioł zdobywamy radosny skądinąd ogląd bytu, poczucie pełni, wykwitające z solidarności żyjącego ciała natury, którego cząstką jesteśmy. Radością jest uświadomienie sobie, że się żyje, wieczyście trwa w przepływie form istnienia, nie ulega się koszmarowi całkowitej śmierci, a to dzięki odradzaniu się ciągłości pokoleń. Na tym podłożu utrwala się mistyka wspólnoty wielkiego żywiołu biologii.
Akcentowanie mistyki wspólnoty biologicznej prowadzi nas w świat odmienny od tego, który znamy z personalizmu. Odczucie ogólnej solidarności istnienia usuwa przedział pomiędzy poszczególnymi jednostkami ludzkości, a z kolei i pomiędzy innymi żywymi tworami. Więzią jednoczącą wszystkie gatunki jest bijący puls życia. Jednakowo pracuje serce ludzkie, konia, psa, krowy, wszystkich ssaków; jednakie są procesy fizjologiczne ssaków, ptaków, gadów, roślin i bakterii. Wszystko jest wspólnotą biologiczną trwania, wyrastającą z konkretu "wielkiego ciała żywej duszy".
Mistyka wspólnoty biologicznego trwania jest fundamentalnym doznaniem każdego dekadenta. Doznanie to zostało nazwane słowem miłość. Sądzimy, że lepiej oddawałoby jej treść słowo "wszechmiłość". (…) Cała problematyka "miłości" jest nadbudową świadomościową nad konkretem "wielkiego ciała żywej natury".
Pierwiastek "miłości" jest nakierowany na szczęście fizjologiczne, które - mniema - może uzyskać zwracając się do wieczystego wrotu biologii, czyli do "królestwa miłości". Każdemu, kto żyje wizją miłości, jej królestwo pojawia się tuż, tuż, na odległość wyciągniętej ręki.”

 
            Dalej opisuje w eseju „Walka o zasady” własny pogląd na intencję i zamiary kryjące się pod stosowaniem pojęcia miłości:

 
Okropnościom prawa walki o byt przeciwstawia nakaz "miłości". Założenie jest dziecięco proste: „człowiek" (czytaj naga egzystencja osobnicza) chce spokojnego szczęścia, odprężenia dosytu, a temu wszystkiemu przeczą prawa walki o byt: ubóstwo, surowość konkurencji, egoizm, pożeranie się wzajemne, wydzieranie dóbr, walki klasowe o podział dochodu społecznego, wojny imperialistyczne o kolonie, surowce - stąd cierpienia i ból; wyjście stąd bardzo proste - zaprzeczyć prawom walki o byt, a kierować się prawem miłości. (…) Prymat uczucia "miłości" w intencji usuwa źródło cierpień, poprzez zaprzeczenie całej rzeczywistości. Miłość nie pozwoli wszak "krzywdzić człowieka". - Wprawdzie nie może ona zwiększyć ilości chleba, mleka, mięsa, węgla, nafty, mieszkań, maszyn, ale usuwa to co z brakiem jest strukturalnie związane - walkę o podział i ból. Opiera się o złudę, że cierpienie nie wynika z braku, lecz z jego przejawu-wałki. W myśl tej maksymy chce usunąć strukturalny przejaw braku, nie troszcząc się o sam brak, i niedostatek czegoś jako źródło walki. Gdy wilk rozpocznie "miłować", jagnięciu nie grozi cierpienie z powodu jego pożarcia. Walka o byt i obrona bezradności dekadenta poprzez ideę ,.prymatu miłości", są to problemy odwieczne.(…)
Niespokojny duch powinności dzieła u niektórych osobników jest źródłem niezliczonych cierpień, dla tych którzy chcą trwać w spokoju. Zawsze znajdą się jednostki, lub zespoły, które dążą do czegoś więcej niż wegetacji, Mącą one zastój, stwarzają ruch, który pociąga za sobą wszystkie okropności zmagań się, walki, zmiany, - wyzwala namiętności, burzy statykę od zewnątrz i wewnątrz. W ten sposób zestala się świat w dwóch układach:
a) niespokojny, walczący, zmieniający się, rozwijający, i
b) jego ofiara - poniewierany, gwałcony, cierpiący, tęskniący do sielskiej ciszy i statyki.
Drugi układ usiłuje rozbroić pierwszy za pomocą broni genialnie prostej lecz mało skutecznej: apeluje do "miłości bliźniego". Gdy niespokojne duchy w układzie pierwszym będą wyznawać miłość bliźniego (tj. uznają nagą egzystencję za cel dążeń), to tym samym poniechają wszelkich praktyk - a więc wszelkiej aktywności - która cierpienie sprawia. (…)
Naga jaźń, szukająca odosobnienia i ciszy, odwracająca się od czynnego życia, nie może uciec od siebie samej. Impulsy popychające człowieka do pełnego i twórczego życia, nie mając ujścia, stają się siłą dezorganizującą osobowość od dna jej psychiki. Odczuwa się to jako głęboki smutek i niepokój przemijania życia. Rychło dostrzega się że w podobnym stanie duchowym znajdują się wszyscy inni, całe otoczenie społeczne. W ten sposób rodzi się uczucie biernej solidarności cierpiących na smutek nieudanego życia. Biorąc pod uwagę, że człowiek nie może "zatracać się" w budowie dzieła, dochodzi się do stwierdzenia, że tylko czyste trwanie jest rzeczą godziwą. Lecz wówczas zjawia się odczucie, że coś się w mechanizmie życia gruntownie zepsuło i samo życie staje się męką. Skoro jednak i inni cierpią podobnie, rodzi się naturalna solidarność nieszczęśliwych. Nic innego nie pozostaje jak litować się nad sobą kochać wzajemnie, darzyć się beznadziejnym uczuciem miłości, wykwitającym z solidarności niedoli. Rozpłynąć się w wielkim żywiole czystego trwania, uzyskać spokojnie poczucie współistnienia ze wszystkim co oddycha, rośnie - oto obraz statycznego szczęścia. Nie ma tu wartościowania uczuć miłości. Kocha się wszystko co istnieje: bliźniego, bez różnicy, czy jest wrogiem czy przyjacielem, wybitnym uczonym lub nieukiem. Skoro się odrzuciło miarę człowieka, wynikającą z jego dzieła, wszyscy są równi i uczucie biernej solidarności obejmuje ich bez względu na to co czynią i czym są.”

 
            Może te poglądy Stachniuka spowodują, że inaczej będziemy patrzyli na ideologie chowające się za tarczą „miłości”.