Życie, to wytężone i skuteczne działanie spełniające dzieło. Przeciwieństwem tego jest upatrywanie w wytężonym działaniu zamiast istotnej treści życia ludzkiego. czegoś, co to życie zubaża i rozstraja.

            Bogacze chcą przede wszystkim władzy nad pozostałymi ludźmi, korporacje rządzą państwami, 26 osób ma tyle samo majątku co biedniejsza połowa reszty ludzi, banksterzy zabiorą za długi naszą własność, hipermarkety zniszczą Polskie rolnictwo, działanie dla zysku szkodzi społeczeństwu. Trzeba koniecznie przeciwdziałać tej niesprawiedliwości i agresji, trzeba repolonizować korporacje, zabronić dziedziczenia zbyt dużych majątków, golić opodatkowaniem przedsiębiorców jeśli nie chcą się dzielić.
            To próbka bardzo popularnych w różnych miejscach poglądów, zyskujących poparcie i poklask. Z drugiej strony odzywają się głosy, że jak ktoś jest bogaty to taka była wola społeczeństwa które dobrowolnie płaciło za to co stworzył akurat ten bogacz, że wielkie przedsiębiorstwa to efekty skali dzięki wydajniejszej produkcji, że niektórzy ludzie chcą mieć towary jak najszybciej i dlatego sami dobrowolnie się zadłużają, tak samo jak państwa, że organizacja dystrybucji wymaga wysiłku i kapitałów. Głosy iż interwencja państwa spowoduje wycofywanie kapitałów z realnej produkcji w te miejsca z których można szybko uciec, że państwowe przedsiębiorstwa będą niewydajne bo bez patrzenia na zysk nie wiadomo co i kiedy produkować.
            Kiedy powstał ten spór? Z natężenia emocji po obydwu stronach, z zaangażowania oponentów można by sądzić że niedawno. A może ma już wiele dziesiątków lub setek lat, lecz jest tak poważny i istotny, że ciągle stwarza nierozwiązywalne napięcie uczuć?
            Sięgnąłem do Jana Stachniuka, niszowego i kontrowersyjnego Polskiego myśliciela lat międzywojennych i powojennych. W eseju „Walka o zasady” znajduję:
 „ Istnieją dwa biegunowo przeciwne typy przeżyć emocjonalnych, posiadających swoje odpowiedniki światopoglądowe.(…) Pierwszym elementem jest doznawanie życia i świata jako zadania do spełnienia. Sposób naszego doznawania tajemnicy bytu może być dwojaki: świat przyrody żywej i martwej, świat ludzki i najbardziej tajemniczy świat wewnętrzny człowieka, rysować się mogą jako teren do zdobycia i przeistoczenia na coś lepszego i pełniejszego. Świat więc może się rysować jako współmierny do człowieka, jako czarujące dzieło do spełnienia, lub też wręcz przeciwnie, jako coś sztywnego, skostniałego i obcego, a nawet wrogiego. W pierwszym wypadku ogromne życie przewalające się w nas i poza nami nosi znamiona jednorodności, uchwytności i obliczalności, co pozwala zakwitnąć idei jego obróbki – świadomego przeistaczania na doskonalszy kształt. Świat staje otworem dla zdobywczej inwencji człowieka (…). Temu widzeniu przeciwstawia się odczucie świata jako opornego, niewspółmiernego z człowiekiem, nie nadającego się do opanowania, zdradzieckiego i przeciwstawnego. Rozwinięciem pierwszego stosunku do bytu jest widzenie świata dokonywanych przez człowieka dzieł – w aureoli piękna. Prowadzi to z kolei do uczucia powinności wobec dzieła, do radosnej woli dokonania wkładu indywidualnego w procesy budowania kultury. W ślad za tym idzie zrodzenie się woli sprawczej mocy i przytaknięcie temu wszystkiemu co z nią jest związane. Przeciwieństwem tego jest doznawanie dzieła kultury – a więc rozwijającej się techniki, nauki, gospodarstwa, industrializacji, piatiletek, sprawnej państwowości, wzorów sprawczego człowieka, jako czegoś brzydkiego, dysharmonijnego, kaleczącego niezmienny stan natury i człowieka w naturze.(…) Przy tym odruchu nie do pomyślenia jest to co nazwaliśmy uczuciem powinności wobec dzieła, a co za tym idzie i brak woli mocy sprawczej. Niema tu miejsca na radosną afirmację woli przeistoczenia świata, budowania sprawczej mocy, przytaknięcia procesom industrializacji, i temu co je warunkuje.”
            Świat jako przedmiot do obróbki, do zdobycia, do budowania, lub z drugiej strony wrogi, sztywny i niezmienny. Jak ma się w tym świecie odnaleźć człowiek? Czy ma go zmieniać, obrabiać, tworzyć własne dzieła, coraz większe i większe, we własnym działaniu upatrywać szczęścia, czy poddać się jego niezmienności i sztywności a szczęścia szukać w innej sferze? Autor odpowiada:
„Z doznania świata jako dzieła do spełnienia wynika drugi element: radosna zgoda na działanie spełniające dzieło. Świat rysuje się jako coś, co rośnie i doskonali się poprzez skuteczne działanie spełniające. Jest ono nierozłącznie związane z samą istotą bytu. stanowi jego wewnętrzny miąższ. Życie, to wytężone i skuteczne działanie spełniające dzieło. Przeciwieństwem tego jest upatrywanie w wytężonym działaniu zamiast istotnej treści życia ludzkiego. czegoś, co to życie zubaża i rozstraja. Wyraża to znana maksyma: życie kontemplatywne jest wyższe niż życie aktywne. Nieczynienie, niedziałanie, zluźnienie napięć duchowych i mięśni rysują się jako stany wyższe, dające głębsze doznanie szczęścia, niż napięta pragmatyczna wola czynu. Stąd prosta jest droga do trzeciego elementu. Nazwać go można "wolą instrumentalną". Jeśli "skuteczne działanie spełniające" otwiera doznanie pełni życia, to tym samym musimy radośnie się zgodzić na to wszystko, co skuteczność działania potęguje. Są to środki wzmagające rozmach czynu: idea władania, wiedza, technika, organizacja, kult czynnego życia i instytucje temu służące. Jeśli jednak stoi się na stanowisku wyższości "wita contemplativa" nad "wita activa", konsekwencją musi być zdecydowana negacji woli instrumentalnej. Wyraża ją lęk przed zgubnymi .,przerostami" techniki, nauki, postępu, nieokiełznanej aktywności, molocha organizacji państwa, władzy itp. Ostatnim elementem jest doznanie historycznego charakteru dzieła kultury. Świat, jako kulturowe zadanie do spełnienia, nieskończenie przerasta swymi wymiarami indywidualne życie. Jednostka czuje, że jej życie, nawet najbardziej owocne, jest tylko etapem w budowie czegoś wielkiego. Od pokoleń poprzednich przejmuje ona pewną ciągłość i ma ją przekazać swoim następcom. Stąd historyczny charakter dzieła. Jesteśmy tym, czym nas stworzyła przeszłość. W przeciwieństwie do tego można traktować swe życie jako coś zupełnie niezależnego od historii. Niema tu poczucia odpowiedzialności przed historią. Wyraża ją znana formuła: "Szczęśliwe narody nie mają historii".”
            Działanie człowieka, tworzenie, budowanie rodzi konflikt oceny, dla jednych będzie to sens życia, powinność, stan wyższy, dla drugich wprost przeciwnie. Z tego samego eseju:
„Zasady konstruktywne i rozpadowe są rozprowadzeniem dwóch, przeciwstawnych sobie światopoglądów, które walczą w dziejach ludzkości o przewagę. Światopogląd konstruktywny rysuje świat jako dzieło, spełniające się poprzez niezmordowaną pracę twórczą człowieka. Rzutuje on wizję szczęścia człowieczego, które uzyskujemy w wytężonym trudzie, w najwyższym napięciu naszych władz fizycznych i duchowych, w nieustannym parciu naprzód, w walce o nowe, wydajne formy ustroju społeczno-gospodarczego, o postęp i rozwój. Nieustanny rozwój środków wzmagających nasze władztwo wobec natury, postęp metod współżycia i współdziałania, dzięki którym następuje przyrost sprawczej mocy społecznej, dynamiki czynu, usprawnianie wzorów życia duchowego, dających wzmożony, ekstatyczny sposób doznawania życia, oto kierunek ewolucji jemu właściwy. Perspektywy otwierane przez światopogląd rozpadowy są wręcz przeciwne. Wizja szczęścia jemu właściwa jest wynikiem pełnej rezygnacji z wytężającego, owocnego trudu. Jest to szczęście statyczne, najbardziej odpowiadające stanowi osłabienia, wyczerpania, starości.”
            Wydaje mi się, że opis Stachniuka jest powiązany z konfliktem, który opisałem na początku. Że sprowadza się on do starcia pomiędzy wytwórczością i biernością. Konflikt nie wygląda na zjawisko młode, świeże, raczej na coś starego, wiekowego co towarzyszy nam ludziom od bardzo dawna, jak ropiejąca drzazga. Nadal nie ma rozwiązania, ciągle ma bojowników po obu stronach, rozdzierających nigdy nie zagojona ranę w ciągłym konflikcie którego końca nie widać.