Z jednej strony krytykuje zaangażowanie umysłu w kwestie gospodarcze, jako upodobnienie do „żydłactwa”. Z drugiej chce byśmy się stawali „żydłakami”.

             Czy myślenie podczas pracy, nad pracą do wykonania, o sposobach pracy pomaga czy też wprost przeciwnie? Czy czyni nas lepszymi ludźmi, czy też może wyzwala w nas tylko same złe instynkty? Czy pomnaża dobro wspólne czy też tylko je niszczy? Wydawało by się że odpowiedź jest jasna i oczywista dla wszystkich. Czy jednak na pewno? A może to tylko czyjś wymysł, bardzo podstępny, którego celem jest pozbawienie nas wartości wyznawanych od wieków i przemienienie nas w zupełnie innych ludzi, ludzi których zachowanie i działanie budzi powszechną niechęć?

            Przecież codziennie spotykamy się z działaniami, budzącymi potępienie a które inni usiłują nazywać pracą. Nie widać jednak by ci inni jakoś szczególnie męczyli się podczas wykonywania tej pracy. Nie widać by w wyniku tej ich pracy powstawało coś nowego. Widać zaś zupełnie co innego. Widać że to co my tworzymy normalną fizyczną pracą przechodzi na ich własność nie wiadomo jakim sposobem. Bez żadnej użytecznej rekompensaty, rodząc tym ogromne poczucie niesprawiedliwości. Nazywają to „racjonalną logiką”. Istotę tego zjawiska ujął lapidarnie Bloger Nikander:
  
 

Ta Twoja "praca czoła" to:

- lichwa,
- wyszynk alkoholu
- stręczycielstwo,
- donosicielstwo do okupantów,
- wszczynanie powstań,
- derywaty,
- fundusze hedingowe,
- day tradery

i inna żydowska hujowizna.
  

            Widząc jak okropne skutki może spowodować zaprzęganie umysłu do pracy, jak bardzo moralnie może to pogrążyć człowieka, to czyż nie lepszym byłoby całkowite odrzucenie takiej aktywności? Czyż nie lepiej wszystkie myśli, cały umysł skierować na zjednoczenie z naszym Ojcem, na duchowe doskonalenie się, na rozmyślania o przyszłym zbawieniu w innym świecie? Niech pracują nasze ręce, niech pracują nasze mięśnie, lecz niech umysł pozostaje spokojny, skupiony na sprawach ważniejszych. Nasze życie doczesne to przecież tylko krótka chwila w porównaniu z wiecznością, materialne dostatki to marność nad marnościami które się w proch zamienią – czymże one są w porównaniu z bogactwami tego innego, lepszego świata. Od wieków dokładnie tego nas właśnie uczy kościół katolicki.
             Nie wiem, czy ta argumentacja jest słuszna, może faktycznie Bloger Nikander ma rację twierdząc że zaprzęganie umysłu do pracy będzie równoznaczne z realizacją hasła:
„Nie bądź głupi – bądź żydłakiem. To jest przecież „racjonalna logika”!!!”
            Jeżeli jednak miałby on rację, to czemu jednocześnie namawia nas wszystkich do tworzenia spółek właścicielsko – pracowniczych? Jako zaletę takich spółek przedstawia to, że spółka od pracownika uzyska nie tylko pot jego fizycznej pracy ale coś więcej, jego zaangażowanie emocjonalne jego dbałość o korzyści całego przedsiębiorstwa. Pracownik który stawałby się właścicielem przedsiębiorstwa musiałby jednocześnie używać do pracy swojego umysłu, musiałby angażować się w sprawy przedsiębiorstwa nie tylko mięśniami ale także rozumem, myślą. By dbać o wzrost wartości spółki, o gromadzenie przez spółkę jak największych kapitałów, bo przecież ta część która na niego przypadnie mogłaby mu posłużyć do stworzenia własnego przedsiębiorstwa lub też miałaby mu zapewnić dochody na porządną, godną i zasłużoną emeryturę. Musiałby sam pocić się nad „zrobieniem geszeftu” przez spółkę, będącą przecież jego własną spółką. Musiałby zacząć się kierować „racjonalną logiką”. Czym zatem miałby się stać wg wnioskowania Nikandera?
            Bloger Nikander pozostaje zatem dla mnie tajemnicą. Z jednej strony krytykuje zaangażowanie umysłu w kwestie gospodarcze, jako upodobnienie do „żydłactwa”. Z drugiej strony wymaga byśmy się zajmowali architekturą monetarną, tworzeniem formuł emisyjnych, byśmy tworzyli różnego rodzaju nowe spółki. Czyli chce byśmy się stawali „żydłakami”. Jak się połapać w takim galimatiasie opinii – nie wiadomo.