Jak to zatem w końcu jest – musimy się zadłużać by wykupić wzrost PKB czy może jednak chcemy się zadłużać sami by kupować sobie teraz więcej towarów?

Bloger Nikander razem ze swoją Konfederacją przekonuje nas do konieczności zmiany architektury monetarnej. Zmiana ma polegać na emisji przez państwo nowego pieniądza do gospodarki. Dlaczego taka zmiana jest konieczna – gdyż przy obecnym pieniądzu dłużnym odczuwamy głód monetarny. Ten głód monetarny objawia się m.in. tym, że „musimy się zadłużać by wykupić wzrost PKB”.
 
Pojawiła się w związku z tym propozycja by taką emisję nowego pieniądza zasilić budżet państwa i jednocześnie obniżyć podatki. Ludziom pozostanie dzięki temu więcej pieniędzy na wydatki. Czyli nie będą się już musieli zadłużać by „wykupić wzrost PKB”. Okazuje się jednak że taka koncepcja nie odpowiada Nikanderowi. Twierdzi on teraz iż:
„Obniżenie podatków wywołałoby pojawienie się sporej nadwyżki po stronie pobytowej, niczym nie zrekompensowanej po stronie podażowej - co musiałoby wywołać duży impuls inflacyjny. Zakładając, że potrzeby emisyjne polskiej gospodarki to około 40 mld zł rocznie to mówimy o kwocie, na którą rynek musiałby zareagować i to zareagować odczuwalnie. Z pewnością ożywiliby się importerzy co musiałoby odbić się na kursie złotówki a pieniądze wypływałyby na tzw. „chińskie łąki” nie stwarzając żadnych szans na pobudzenie gospodarcze.”
 
Jak to zatem w końcu jest – musimy się zadłużać by wykupić wzrost PKB czy może jednak chcemy się zadłużać sami by kupować sobie teraz więcej towarów?
 
Jeżeli byłoby prawdziwe założenie Nikandera, że musimy się zadłużać, to wnioskując konsekwentnie dalej dochodzimy do tego, że gdybyśmy mieli więcej pieniędzy to zadłużalibyśmy się mniej. Wyrwalibyśmy się z tego przymusu zadłużania nie patrząc na to co można kupić z zagranicy. Czyli nieprawdziwy byłby zarzut Nikandera że wzrośnie import i pieniądze wypłynęły by za granicę.
 
Jeżeli jednak przyjmiemy, że zarzut Nikandera dotyczący wzrostu importu jest prawdziwy, to oznacza że nikt nas nie zmusza do zadłużania się, że bierzemy kredyty bo sami chcemy więcej kupować. Oczywiście w takim przypadku wzrost liczby pieniędzy do dyspozycji spowodowałby zainteresowanie nowymi zakupami, także z importu. Ale to znowu oznacza że nieprawdziwy jest argument Nikandera który miał przekonywać do dodatkowej emisji pieniądza państwowego.
 
Nikander twierdzi, że:
„Pieniądze przekazane do gospodarki na inwestycje, w końcu, i tak trafią do ludzkich kieszeni, jednak z pewnym opóźnieniem tak, aby spotkały większą podaż towarów i usług, będących wynikiem tychże inwestycji.”
 
Dodatkowe pieniądze przekazane do gospodarki na inwestycje spowodują wytworzenie nowych towarów i usług. Oczywistym wydaje się jednak, że inwestycja by była pożyteczna musi przynosić wartość dodaną. Czyli wytworzone towary i usługi będą miały większą wartość niż poniesione nakłady na ich wytworzenie. Otrzymamy zatem taką sytuację, że po wprowadzeniu kwoty X nowego pieniądza państwowego uzyskalibyśmy towary i usługi o wartości X+D.
Jaki wpływ miała by taka sytuacja na głód monetarny, na zatory płatnicze? Przybyło nowych towarów i usług, ci co je wytworzyli będą je chcieli sprzedać. Napotkają jednak na rynku mniejszą ilość pieniędzy niż wartość tych dóbr przeznaczonych do sprzedaży. Czyli zatory płatnicze wrosną jeszcze bardziej tak samo jak jeszcze bardziej wzrośnie głód monetarny.

Podsumowując, z uzyskanych prostych rozważań dochodzę do sprzeczności. Coś zatem musi być nie tak. Czy szanowni blogerzy i komentatorzy byliby w stanie wskazać błąd w moim rozumowaniu? Jeżeli bowiem błędu by nie było to znaczy że bloger Nikander chce wprowadzić coś co tylko pogorszy obecną sytuację.