Era obfitości, nieograniczone możliwości wytwarzania - prawda czy złudzenie?

           Era obfitości – takie określenie dla teraźniejszości napotkałem w kilku wystąpieniach ludzi, wykazujących konieczność zmian systemu monetarnego. Posługuje się nim Izabela Litwin z Nawigatorów Jutra, posługują się nim Wojciech Dobrzyński i Piotr Jankowski z Narodowego Instytutu Studiów Strategicznych. Co oznacza to sformułowanie, w jakim znaczeniu i jakim kontekście jest wypowiadane? Wydaje mi się, na podstawie wypowiedzi tych osób, że poprzez erę obfitości rozumieją one fakt, że możliwości techniczne wytwarzania dóbr podstawowych wydają się obecnie całkowicie nieograniczone. Ma to bardzo duże znaczenie dla ich propozycji systemów pieniężnych. Jeżeli bowiem mamy nieograniczone możliwości wytwarzania dóbr podstawowych, to nawet w przypadku drastycznego wzrostu wolumenu pieniądza nie wystąpi wzrost cen tych właśnie zwykłych, niezbędnych dla każdego produktów. Bo zwiększony popyt na te produkty spowoduje tylko zwiększenie liczby wytwarzanych dóbr. Wzrosną ceny produktów rzadkich, ale przecież te produkty nabywają jedynie wyższe warstwy społeczne i dlatego dla ludzi z najniższych decylów dochodowych ten wzrost cen nie będzie miał żadnego znaczenia. Te rozumowanie prowadzi do wniosku, że poprawę bytu ludzi potrzebujących można osiągnąć po prostu dając im pieniądze, pieniądze pochodzące z kreacji dokonanej przez państwo. Jeżeli obecnie tak się nie dzieje, to tylko dlatego że państwo jest pozbawione suwerenności przez jakieś wrogie siły.
                Czy takie rozumowanie jest prawdziwe? Czy główna przesłanka, dotycząca nieograniczonej produkcji dóbr podstawowych jest prawdziwa? Czy prawdą jest, że pojawienie się dodatkowej ilości pieniądza nie wpłynie na tę produkcję? Chciałbym tę właśnie kwestie przeanalizować.
                Możliwości wytwórcze sprowadzają się do zasobu wszelkich narzędzi, urządzeń czy budowli używanych w wytwarzaniu towarów. Część z nich jest używana bezpośrednio do produkcji dóbr konsumpcyjnych a część jest używana do odtwarzania własnego potencjału (Właściwie powtarzam to, o czym pisał Karol Marks w „Kapitał”, gdzie wyodrębnił dwa działy produkcji). W tej części która odtwarza własny potencjał, czyli w części maszyn używanych do produkcji innych maszyn, znowu można mówić o kolejnym takim samym podziale tylko na wyższym poziomie. Mamy maszyny do wytwarzania maszyn do wytwarzania konsumpcji i maszyny do wytwarzania maszyn służących wytwarzaniu tych wcześniej wymienionych maszyn. Takie kolejne poziomy, rzędy produkcji – co opisali ekonomiści ze szkoły Austriackiej. Przy wytwarzaniu tych wszystkich maszyn i przy produkcji dóbr konsumpcyjnych są zatrudnieni pracownicy. Ci wszyscy pracownicy są nabywcami dóbr konsumpcyjnych, dlatego też cała ta „piramida poziomów produkcji” na poziomie wytwarzania dóbr konsumpcyjnych musi zapewnić towary dla tych wszystkich pracowników. Ta „piramida” znajduje się w szczególnej równowadze. Z jednej strony im bardziej przyrasta w niej poziomów tym więcej czasu upływa od rozpoczęcia pełnego procesu produkcji do pojawienia się finalnego produktu do spożycia. Jednocześnie, im ten proces produkcji jest dłuższy tym bardziej te finalne towary konsumpcyjne są tańsze i jest ich więcej. To może wyglądać na paradoks lecz wynika to z tego, że im bardziej proces się wydłuża, to znaczy im więcej różnych maszyn uczestniczy w procesie tym więcej naturalnej energii jest używanej do produkcji, a energia pochodząca z natury jest darmowa. Zauważyli to już dawno zwolennicy ekonomii fizycznej. Mamy zatem pewien balans pomiędzy czasem wytwarzania a wytwarzaną ilością dóbr. Powiększenie „piramidy wytwarzania” wymaga od konsumentów wstrzemięźliwości (oszczędzania) przez czas potrzebny na wydłużenie procesów produkcji. Gdy wydłużone procesy produkcji przyniosą finalne towary konsumpcyjne, to będzie ich więcej i będą tańsze. Ale takie wydłużenie wymaga przemodelowania „piramidy”, wymaga jej wysmuklenia – trzeba by wytwarzano mniej maszyn produkujących bezpośrednio środki spożycia, a więcej maszyn produkujących inne maszyny. Mamy przecież niestety ograniczone zasoby do dyspozycji, bo nasza Ziemia jest ograniczona.
                Co się jednak stanie, gdy konsumenci nie będą wstrzemięźliwi albo nawet postanowią trochę „zaszaleć”, pozwolić sobie na więcej? Czy istniejąca „piramida wytwórcza” będzie mogła tak po prostu zwiększyć wytwarzanie towarów do spożycia? I to jeszcze bez wzrostu ceny tych produktów? Wymagało by to równomiernego rozszerzenia „piramidy wytwórczej”, a do tego niezbędny byłby wzrost liczby wszystkich produktów „rzadkich”. To właśnie one decydują o ogólnej masie „piramidy wytwórczej”. Także równomierne poszerzenie piramidy jest niemożliwe. Ale „piramida wytwórcza” nie pozostanie obojętna na wolę konsumentów, ona się do niej dostosuje. Nastąpi proces spłaszczania „piramidy” – ponieważ konsumenci chcą konsumować więcej już teraz, to trzeba zwiększyć wytwarzanie maszyn produkujących bezpośrednio spożycie. Szybkość dostarczenia towarów konsumentowi jest ważniejsza niż cena towaru. Ta zmiana odbije się na odtwarzaniu urządzeń z samego szczytu piramidy, które znikną po całkowitym zużyciu. Gdy zaś zniknął to skurczą się procesy produkcji, liczba wytwarzanych towarów się zmniejszy i wzrosną ich ceny. Tak to opisuje Austriacka teoria cykli koniunkturalnych.

                Jak się ma ta analiza do emisji dodatkowego pieniądza i do możliwości wytwórczych? Możliwości wytwórcze są tym większe im „wyższa” jest „piramida wytwórcza”, im ma więcej poziomów. Jeżeli ten pieniądz trafi do ludzi, którzy dzięki niemu zwiększą swoją konsumpcję, to wynikiem takiego działania będzie spadek zdolności wytwórczych, bo „piramida wytwórcza” obniży się. Era obfitości nie jest zatem jakimś cudownym zjawiskiem wymagającym diametralnej zmiany naszego postępowania, lecz jest tylko prostą konsekwencją systematycznych działań skupionych na racjonalnym ciągłym utrzymywaniu i zwiększaniu możliwości wytwórczych. Możliwości te są jednak dalej ograniczone, mimo ogromnego wzrostu masy wytwarzanych towarów.