Wielkości ujmowane w ilościowej teorii pieniądza są od siebie wzajemnie zależne, dlatego też tworzenie na podstawie tej teorii formuły emisyjnej doprowadziło by do powstania mechanizmu samonapędzającego.

Bloger Nikander zadał w swoim ostatnim artykule:
następujące pytanie: „jak zbudować formuły emisyjne na takie zjawiska monetarne jak: hiperinflacja, deflacja, stagflacja bez zaprzęgnięcia do tego ilościowej teorii pieniądza?”

 
Czym jest ilościowa teoria pieniądza i w jaki sposób może ona pomóc w rozstrzygnięciu wielkości emisji? Ilościowa teoria pieniądza to matematyczny zapis zależności pomiędzy wartością nominalną pieniędzy w obiegu (M), ogólnym poziomem cen (P) i realną wielkością PKB (Y). By można było te zmienne powiązać relacją równościową potrzebna była jeszcze wartość jakiegoś sztucznego współczynnika, nazwanego szybkością obiegu pieniądza (V):
 
 
M * V = P * Y

 
Dla celów utworzenia formuły emisyjnej powinno nas interesować, czy powyższa zależność pozwala na ustalenie w jakiś sposób zmiany wartości pieniędzy w obiegu na skutek zmian pozostałych wielkości z podanej zależności. Wydawało by się na pierwszy rzut oka, że jest to jak najbardziej możliwe i wykonalne, poprzez proste przekształcenie tej zależności z uwzględnieniem zamiast Y przyrostu tej wartości. Ta prostota jest jednak pozorna. Trzeba przecież najpierw rozważyć, czy wielkości wg których ma być wyznaczana wielkość przyrostu pieniędzy są niezależne od tej wyznaczanej wartości. Jeżeli bowiem taka zależność by występowała, to zmiana wartości pieniądza w obiegu powodowała by także zmianę jednego lub wszystkich pozostałych wartości i „wymuszała” ponowną zmianę wartości pieniądza w obiegu. Zachodziło by sprzężenie zwrotne i mógłby powstać układ samonapędzający się.
 
 
Formuły emisyjne jakie proponuje bloger Nikander wyznaczają wielkość emisji, czyli przyrost pieniądza w obiegu, na podstawie zmiany PKB oraz zmiany inflacji, symulującej zmiany poziomu cen. Natomiast współczynnik szybkości obiegu pieniądza V jest przyjmowany jako wartość stała. Tymczasem właśnie ten współczynnik powinien budzić jak największe wątpliwości. Informację o wielkości tego współczynnika mamy przecież tylko i wyłącznie z tej samej zależności. Była ona wyznaczana na podstawie danych historycznych w taki sposób by pasowała do relacji równościowej! Pójdźmy dalej – czy możemy założyć, że ogólny poziom cen (P) jest całkowicie niezależny od ilości pieniądza w obiegu (M)? Takie założenie oznaczałoby że w ogóle nie ma problemu jakichkolwiek formuł emisyjnych, bo źródłami opisywanych przez blogera Nikandera zjawisk hiperinflacji czy deflacji musiałoby być coś innego niż wielkość pieniądza w obiegu.
 
 
Wielkości ujmowane w ilościowej teorii pieniądza są od siebie wzajemnie zależne, dlatego też tworzenie na podstawie tej teorii formuły emisyjnej doprowadziło by do powstania mechanizmu samonapędzającego.
 
 
Rozważmy jeszcze na koniec, jaki paradoks przynosi nam idea konstrukcji formuły emisyjnej opartej na zależności ilościowej teorii pieniądza. Jeżeli chcemy wyznaczyć wielkość emisji pieniądza, która jest potrzebna do tego, by ilościowa teoria pieniądza została spełniona, to tym samym zakładamy że jest taki moment w którym ta teoria nie jest spełniona, nie obowiązuje. Dopiero dokonanie emisji ma przywrócić obowiązywanie teorii. Czyli że sama zależność ilościowej teorii pieniądza, jako nieprawdziwa nie powinna być stosowana. Z drugiej strony jeżeli uznajemy prawdziwość zależności ilościowej teorii pieniądza, czyli że uznajemy iż ta zależność jest zawsze spełniona, to oznacza że żadna emisja nie jest potrzebna dla utrzymania tej zależności.
 
 

Porównując zatem propozycje blogera Nikandera z założeniami Nowoczesnej Teorii Pieniądza( MMT), muszę przyznać że MMT nie mami nas żadnymi złudzeniami i sztucznymi mrzonkami. Pokazuje po prostu, że jedynym kryterium które ma do dyspozycji rząd w wyznaczaniu wielkości emisji pieniędzy, jest poziom inflacji.